C'est la vie

Wczoraj odbył się w Kamieniu festyn strażacki. Władek wyjechał z niego obładowany dwiema paczkami klocków, samochodem strażacki, popcornem i piłką dmuchaną. A ja i A. załapaliśmy się na ostatnie wjeżdżanie drabina strażacką. Baaardzo wysoko. Aż mi się nogi ugięły. Ale bardzo mi się podobało patrzeć na okolicę z tak wysoka.
Dziecko bawi się nowymi klockami na dole, pod czujnym okiem babć. Mąż leniwie przegląda portale internetowe. A ja czytam. Leżę na tapczanie i czytam zamówioną przez allegro książkę Bermondsey Boy: Memories of a Forgotten World. A że po angielsku, to idzie deczko wolniej, czasami posiłkuję się słownikiem. Czyta się to bardzo fajnie - uwielbiam wspomnienia. Na razie odstawiłam wszystkie książki z biblioteki, a mam ich... (liczę...) siedem. No, ale całe lato przede mną. (Nie! Osiem, bo jeszcze jedną mam od koleżanki.)

Filmy oglądam nadal tak chętnie, ale zrecenzuję hurtem. Cieszę się, że pomagam odkryć nowe tytuły.
Wczoraj spałam do prawie dziesiątej. Jeszcze byłam skonana po długiej podróży: w zeszły czwartek jechałam przez pół Polski na pogrzeb. Sama prowadziłam:) Powiem, że prowadziło mi się na prawdę fajnie i bezstresowo... do czasu, aż na pustym parkingu w czasie cofania władowałam w jakiś niewidzialny wózek (albo klatkę)!!! Szok. Teraz muszę sprawić nową tylną klapę do Lanosa. Ale dzielna jestem, pozbierałam się i dojechałam na miejsce. Po drodze jeszcze COŚ zrobiło się z radiem, a jak wracałam (pierwszy raz sama po ciemku i nic się nie bałam), to za rondem (do domu miałam dosłownie 500 metrów!!!), auto mi zgasło i nie chciało zapalić; myślałam, że popsułam auto, ale to TYLKO immobilizer.
Z rzeczy niefajnych jeszcze - facet od książki z allegro (ale nie od powyższej, tylko od Elity Zabójców Lee Childa) ani nie wysłał tej książki, ani nie odesłał pieniędzy, ani się nie odzywa. To nie dla mnie miało być, a dla mamy, bo ja kryminałów czytam jak na lekarstwo.
Jeszcze mam jedną zamówioną książkę, tym razem w rybnickiej Orbicie (moja ulubiona księgarnia) - odbiorę w przyszłym tygodniu przy załatwianiu NFZ (karta Władka jest "nieważna"); zamówiłam Noc i dzień Virginii Woolf. Szukałam tej książki również w G-cach i wchodzę do księgarni na Strzody i pytam, a kobieta każe mi przeliterować nazwisko WOOLF!!! Przypomniało mi się jak szukałyśmy z mamą Kwiatów Zła i sprzedawczyni spytała, czy to tego księdza. Tylko popatrzyłyśmy po sobie...
Wczoraj poszliśmy do lasu na jagody. Jagód pozbieraliśmy słownie cztery, za to malin dużo. I poziomki - takie duże, dorodne. Niestety chyba jestem ulubienicą robali, bo bez przerwy coś po mnie pełzało! Piszczałam i uciekałam - chyba następnym razem las odwiedzę w październiku:P
Dopiję tylko kawę, zrobię coś na do obiadu, a potem pojedziemy na malutką wycieczkę na lotnisko, pokazać Władkowi samoloty...

Sylvio, rzeczywiście wzór jest z prawej strony taki: dwa razem, narzut, dwa razem, narzut, itd, na lewej stronie jest jak leci, czyli same lewe. No i na prawej jak wyżej.
Lacrimo - szydełko mnie zmierziło, bo trochę z nim przeszalałam; teraz oboje odpoczywamy od siebie, by rzucić się sobie (może w sierpniu) w ramiona;)

2 komentarze:

  1. Ha! Widzę że imprezy strażackie w całym kraju. :) Uff... U mnie też niezły stosik książek do przeczytania. Niezła ta pani... "Kwiaty zła", czyżby pomyliła z "Kwiatkami św. Franciszka". A tylu ludzi kompetentnych marnuje się na bezrobociu... Echh...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa jestem jak płaciłaś na allegro. Plecam PAYPAL - w takich sytuacjach zgłaszasz do nich reklamację i dostajesz zwrot. Działa niezawodnie.

    Motylek

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...