Marcello i rzeźnia numer pięć


Obejrzałam wczoraj wieczorem fantastyczna komedię Rozwód po włosku. Nastawiłam z lektorem; drutkowałam i oglądałam. Odwykłam od filmów nieanglojęzycznych a do tego czarno-białych, więc zatęskniłam do takich i chyba dzisiaj po raz setny nastawię Casablancę... Moja mama mnie kiedyś zapytała o fenomen Casablanki. Odpowiedziałam, że to ten klimat, nieszczęśliwa miłość i no wiesz... Bogart...
Nie ma już takich aktorów jak Bogart czy Mastroianni...

Rzeźnia? Wczoraj sobie zlepiłam palce kropelką; byłam w szoku, bo TYLKO na sekundkę się spotkały. Zastygły w pozie wskazującej na medytację - kciuk dotykał palca środkowego. Mąż chciał mi to a) wyszarpać, ale tak raz raz, że nie zauważę, b) rozciąć ostrym nożem. Ale poradziłam sobie o wiele łagodniejszym sposobem - przepiłowałam pilniczkiem. Oczywiście obiegłam całą rodzinę jak małe dziecko Patrzcie, skleiłam sobie palce. I nawet do mamy zadzwoniłam:)
A dzisiaj zmasakrowałam kostkę maszynką, aaaa!

1 komentarz:

  1. Ja też chętnie wracam do starego kina. Ciekawy dialog, piękni aktorzy, interesująca fabuła.
    A z palcami miałaś niezłą zabawę.
    Czekam na sesję zdjęciową w nowych ciuchach :-)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...