Książka na półce - Gombrowicz

Zaczynam nowy cykl - skoro mój blog nosi tytuł Sprawy domowe i książka na półce, a ostatnio jakoś brak w nim książek, postanowiłam się zmobilizować i co niedziela prezentować jedną wybraną pozycję, lub przybliżać autora.
Dziś Gombrowicz i jego Dzienniki pisane w latach emigracji. Książkę czytam z ołówkiem w ręce, notując ciekawe spostrzeżenia, których tu autor zawarł mrowie. Na razie kończę pierwszy tom.
Piszę ten dziennik z niechęcią. Jego nieszczera szczerość męczy mnie. Dla kogo piszę? Jeśli dla siebie, dlaczego to idzie do druku? A jeśli dla czytelnika, dlaczego udaję że rozmawiam ze sobą? Mówisz do siebie tak, żeby cię inni słyszeli?

Większość nielicznych listów, które odbieram ex re Trans-Atlantyku, nie jest ani wyrazem protestu z powodu "obrazy najświętszych uczuć", ani polemiką, ani nawet komentarzem. Nie. Jedynie dwa potężne zagadnienia trapią tych czytelników: jak śmiem pisać dwa słowa z dużej litery w środku zdania? Jak śmiem używać słowa g...?
Co myśleć o poziomie intelektualnym i wszelkim innym poziomie osoby, która dotąd nie wie, że słowo zmienia się zależnie od tego jak jest użyte - że nawet słowo "róża" może stać się niepachnące, gdy jawi się na ustach pretensjonalnej estetki, a nawet słowo "g..." może stać się doskonale wychowane, gdy posługuje się nim świadoma swych celów dyscyplina?
Ale oni czytają dosłownie. Jeśli ktoś używa wzniosłych słów - szlachetny; jeśli krzepkich - silny; jeśli ordynarnych - ordynarny. I ta tępa dosłowność panoszy się nawet na najwyższych szczeblach społeczeństwa - więc jak marzyć o literaturze polskiej na szerszą skalę?
(...) wartość czystej sztuki polega na tym, że ona rozbija schematy.

" Mnie tam psy chodzą..." - Ulisses - James Joyce

Pomimo doskonałego Portretu artysty z czasów młodości, czy Dublińczyków postanowiłam umieścić maleńki fragmencik Ulissesa.
Joyce'a zachwalać nie trzeba. Kto zna, ten wie. Kto nie zna, być może sięgnie z czystej ciekawości "o czym ten facet właściwie pisze???".

W ciemności dał się uczuć trzepot dłoni ducha, a gdy skierowano modlitwę tantras ku właściwym sferom, nikły, lecz wzmagający się blask rubinowej światłości jął pojawiać się stopniowo, była to zjawa eterycznego dwoistego istnienia, podobna żywej istocie dzięki życionośnym promieniom, które biły z twarzy i szczytu głowy. Nawiązano łączność przez przysadkę mózgową, a także z pomocą płomiennopomarańczowych i szkarłatnych promieni emanujących z okolicy sakralnej i splotu słonecznego. Zapytany o swe ziemskie imię i miejsce pobytu w niebiosach, duch oświadczył, że znajduje się teraz na ścieżce prālāyi, czyli powrotu, lecz nadal jeszcze przebywa w niższych rejonach astralnych, w rękach pewnych krwiożerczych istot, które poddają go próbom. W odpowiedzi na pytanie dotyczące pierwszych wrażeń za największą z granic, oświadczył, że początkowo dostrzegał wszystko przyćmione jak w lustrze, lecz że przed tymi, którzy odeszli dalej, otwierają się n aj szersze możliwości rozwoju atmicznego. Wypytywany, czy życie tam przypomina nasz byt ziemski, oświadczył, że słyszał od istot o wyżej rozwiniętym duchu o siedzibach ich wyposażonych we wszystkie najnowocześniejsze wygody domowe, jak telefana, windana, zimciepwada, wataklazat, oraz że najwyżsi adepci pławią się w falach naj czystszej rozkoszy. Gdy poprosił o kwaterkę maślanki, wręczono mu ją i najwyraźniej przyniosła ulgę. Zapytany, czy nie ma żadnego zlecenia dla żyjących, wezwał wszystkich, którzy znajdują się jeszcze po gorszej stronie Maya, aby uznali prawdziwą drogę, gdyż stwierdzono w dewanicznych kręgach, że Mars i Jupiter wylegli dla czynienia zła na wschodnim krańcu, gdzie włada Baran. Zadano wówczas pytanie, czy zmarły nie posiada żadnych specjalnych pragnień, a odpowiedź brzmiała: Pozdrawiamy was, przyjaciele ziemscy, którzy nadal zamieszkujecie w ciałach. Uważajcie, żeby K. C. nie usypał tego za wysoko. Upewniono się, że wzmianka ta dotyczyła pana Comeliusa Kellehera, kierownika znanego przedsiębiorstwa pogrzebowego panów H. J. Q'Neill, osobistego przyjaciela zmarłego, który był odpowiedzialny za przeprowadzenie uroczystości pogrzebowych. Przed odejściem poprosił, aby powiedziano jego drogiemu synowi Patsy, że ten drugi but, którego poszukuje, znajduje się pod komodą w alkowie i że para tych butów winna być oddana Cullenowi, tylko do podzelowania, ponieważ obcasy są jeszcze dobre. Stwierdził, że zakłócało to wielce spokój jego umysłu w innych regionach, i usilnie nalegał, aby oznajmiono tę jego prośbę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...