Książka na półce - Gombrowicz

Zaczynam nowy cykl - skoro mój blog nosi tytuł Sprawy domowe i książka na półce, a ostatnio jakoś brak w nim książek, postanowiłam się zmobilizować i co niedziela prezentować jedną wybraną pozycję, lub przybliżać autora.
Dziś Gombrowicz i jego Dzienniki pisane w latach emigracji. Książkę czytam z ołówkiem w ręce, notując ciekawe spostrzeżenia, których tu autor zawarł mrowie. Na razie kończę pierwszy tom.
Piszę ten dziennik z niechęcią. Jego nieszczera szczerość męczy mnie. Dla kogo piszę? Jeśli dla siebie, dlaczego to idzie do druku? A jeśli dla czytelnika, dlaczego udaję że rozmawiam ze sobą? Mówisz do siebie tak, żeby cię inni słyszeli?

Większość nielicznych listów, które odbieram ex re Trans-Atlantyku, nie jest ani wyrazem protestu z powodu "obrazy najświętszych uczuć", ani polemiką, ani nawet komentarzem. Nie. Jedynie dwa potężne zagadnienia trapią tych czytelników: jak śmiem pisać dwa słowa z dużej litery w środku zdania? Jak śmiem używać słowa g...?
Co myśleć o poziomie intelektualnym i wszelkim innym poziomie osoby, która dotąd nie wie, że słowo zmienia się zależnie od tego jak jest użyte - że nawet słowo "róża" może stać się niepachnące, gdy jawi się na ustach pretensjonalnej estetki, a nawet słowo "g..." może stać się doskonale wychowane, gdy posługuje się nim świadoma swych celów dyscyplina?
Ale oni czytają dosłownie. Jeśli ktoś używa wzniosłych słów - szlachetny; jeśli krzepkich - silny; jeśli ordynarnych - ordynarny. I ta tępa dosłowność panoszy się nawet na najwyższych szczeblach społeczeństwa - więc jak marzyć o literaturze polskiej na szerszą skalę?
(...) wartość czystej sztuki polega na tym, że ona rozbija schematy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...